Obserwuj nas:

W naszym domu pomocy społecznej nie ma pensjonariuszy. Są mieszkańcy mówi RYSZARD RYWACKI, wieloletni dyrektor Domu Pomocy Społecznej „Leśny” w Zaskoczynie, którego przebywające tu panie nazywają po prostu „Ryśkiem”.

Kompleks, jaki tworzą dwa budynki – przedwojenny i współczesny – znajduje się z dala od głównej drogi i centrum najbliższej wsi, pośrodku lasu. Otoczony drzewami i pięknym ogrodem komfortowy obiekt zapewnia ciszę i spokój. W DPS-ie przebywają wyłącznie panie. A jest ich w sumie setka – osoby przewlekle psychicznie chore, zamieszkujące budynek piętrowy i osoby z niepełnosprawnością intelektualną, zajmujące pozbawiony barier architektonicznych pawilon parterowy.

Mieszkanki mają do dyspozycji pokoje 1-, 2- i 3- osobowe, urządzone według indywidualnych upodobań, a także stołówkę, w której serwowane są przyrządzane na miejscu posiłki, sale zajęciowe, gdzie odbywają się najróżniejsze warsztaty, teren rekreacyjny, służący do odpoczynku, uprawiania ogródka czy grillowania, a także bibliotekę ze świeżą prasą i kaplicę, do której raz w tygodnia przyjeżdża kapłan.

Paniami zajmuje się w sumie 85 osób (pielęgniarki, opiekunki, pracownicy obsługi i administracja). DPS to jednocześnie jeden z największych zakładów pracy w okolicy.

 

OD SANATARIUM, PRZEZ SZPITAL, PO DPS

Ryszard Rywacki pracuje w DPS „Leśny” w Zaskoczynie od 1997 roku. Zna historie wszystkich mieszkanek, ale i samego obiektu.

– Ośrodek w Zaskoczynie, w którym obecnie mieści się nasz DPS, należy do jednych z najbardziej interesujących pod względem historycznym obiektów na terenie powiatu – mówi dyrektor. – Jego dzieje odzwierciedlają burzliwą historię XX wieku – od nowoczesnej placówki sanatoryjnej, przez okres nazistowskich przekształceń, powojenne leczenie gruźlicy, aż po współczesną działalność opiekuńczą.

Początki ośrodka sięgają 1932 roku. W otoczeniu lasów pomiędzy Zaskoczynem a Mierzeszynem powstał nowoczesny, modernistyczny kompleks sanatoryjno-prewentoryjny przeznaczony dla dzieci z ubogich rodzin Wolnego Miasta Gdańska. Teren pod inwestycję przekazał miejscowy właściciel ziemski, hrabia von Kanitz (w niektórych źródłach zapisywany jako von Kamnitz), a sam budynek należał do najnowocześniejszych tego typu obiektów w regionie. Dysponował salami dla około 80 dzieci, własnym zapleczem medycznym, rentgenem, pralnią, halą do leżakowania oraz basenem, co czyniło go wzorcowym przykładem architektury modernistycznej podporządkowanej funkcji leczniczej.

Pierwotna funkcja ośrodka trwała jednak zaledwie kilkanaście miesięcy. Po przejęciu władzy w Wolnym Mieście Gdańsku przez NSDAP obiekt został przekształcony w ośrodek szkoleniowy partii nazistowskiej – najpierw jako Gauführerschule, a następnie Adolf-Hitler-Schule. Prowadzono tu szkolenia dla działaczy partyjnych oraz innych grup związanych z aparatem nazistowskim. W czasie II wojny światowej kompleks wykorzystywano również jako sanatorium i ośrodek rekonwalescencyjny dla lotników Luftwaffe. Z tego okresu pochodzi także znajdująca się przy budynku monumentalna rzeźba „Macierzyństwo” autorstwa Josefa Thoraka, jednego z najbardziej znanych rzeźbiarzy III Rzeszy.

Po zakończeniu wojny budynek odzyskał swoje medyczne przeznaczenie. Od końca lat czterdziestych funkcjonował jako sanatorium oraz Wojewódzki Szpital Przeciwgruźliczy, odpowiadając na ogromne potrzeby zdrowotne społeczeństwa w okresie powojennym. Leczono tu przede wszystkim osoby chore na gruźlicę – jedną z najgroźniejszych chorób tamtych czasów. Placówka pełniła tę funkcję przez kolejne dwie dekady, stając się ważnym ośrodkiem leczenia chorób płuc na Pomorzu.

W następnych latach, wraz ze zmieniającymi się potrzebami społecznymi i ochrony zdrowia, obiekt stopniowo zmieniał swoje przeznaczenie. Ostatecznie został przekształcony w Dom Pomocy Społecznej „Leśny”, prowadzony przez Powiat Gdański.

Z historią ośrodka wiąże się również wyjątkowy wątek literacki. Jako dziecko przebywał tu późniejszy laureat Literackiej Nagrody Nobla, Günter Grass. Wspomnienia z pobytu w Zaskoczynie odnajdujemy w jego twórczości, między innymi w powieściach „Blaszany bębenek” oraz „Psie lata” – dodaje R. Rywacki, który osobiście dostrzega wpływy ośrodka raczej w tej drugiej powieści aniżeli w sławnym „Bębenku”.

 

 

CODZIENNA DAWKA ZAJĘĆ I SPACERÓW

Las, cisza, spokój… Jednak kadra ośrodka nie pozwala mieszkankom się nudzić. Zajęcia mające na celu integrację pań ze społeczeństwem, poprawę ich nastroju i najzwyczajniej w świecie cieszenie się życiem, odbywają się tu codziennie.

 

Jak nie warsztaty najróżniejszych form artystycznych, zajęcia terapeutyczne czy wspólne grillowanie na miejscu, to wyjazd na koncert czy do kina albo całodzienna wycieczka krajoznawcza na Kaszuby lub nawet na Podlasie. A do tego festyny, cykliczne bale i imprezy okolicznościowe, związane choćby z urodzinami mieszkanek – wylicza dyrektor i dodaje: – Dzięki tym inicjatywom paniom zawsze towarzyszy dobry nastrój. Oczywiście, że zdarzają się wybuchy złości, a nawet agresji, ale staramy się je tłumić rozmową i pracą terapeutyczną. W bardzo skrajnych przypadkach jesteśmy zmuszeni skorzystać z jednej z form unieruchomienia, co łączy się z stosowaniem odpowiednich procedur. Stosowanie tego typu zabezpieczenia jest stresujące dla obu stron – zaznacza dyrektor Rywacki.

Zwiedzając ośrodek, przemierzając korytarze, zaglądając do sal, na taras słoneczny czy do altanek, trudno nie odnieść wrażenia, że mieszkanki czują się tu naprawdę dobrze. Osoby z kierownictwa i personelu witane są z entuzjazmem, a uściski i inne przejawy sympatii są każdorazowo odwzajemniane. Wszyscy mówią sobie po imieniu. Zamiast „pana dyrektora” jest po prostu „Rysiek”, a zamiast „pań kierowniczek”, zwyczajnie: „Marzenka”, „Asia” i „Magda”.

 

 

ZAMKNIĘCI PRZEZ TRZY TYGODNIE

O zażyłości między kadrą a mieszkankami niech świadczy historia z czasów pandemii Covid, którą dyrektor Rywacki, mimo upływu lat, wciąż ma w pamięci i opowiada ze wzruszeniem.

Jest nas 85 osób całej kadry i każdy jest niezbędny. Nie mogliśmy zachorować, bo co by się wtedy stało z mieszkankami? – pyta retorycznie. – Nie było innego wyjścia: musieliśmy się zamknąć wszyscy razem. My, pracownicy, mieszkaliśmy tu nieprzerwanie przez trzy tygodnie. Nie wyszliśmy do swoich rodzin, kontaktowaliśmy się z nimi tylko telefonicznie. W specjalistycznych kombinezonach zajmowaliśmy się mieszkankami Domu – wspomina. – Mimo przestrzegania obostrzeń, zachorowało ponad 70 pań. Wszystkie wyzdrowiały.

Stan jednej z pań był jednak wyjątkowo ciężki.

Była to pani, która komunikowała się ze światem poprzez bardzo głośne nieartykułowane dźwięki – kontynuuje swą opowieść R. Rywacki. – Oczywiście, że nikt nie lubi nieustannego krzyku, który dla nas też był uciążliwy. Jednak kiedy pani zachorowała i nastała niepokojąca cisza, wystraszyliśmy się i wezwaliśmy pogotowie. Ratownicy powiedzieli, że pani umiera i że lepiej, by odeszła we własnym łóżku aniżeli w przepełnionym szpitalu, wśród obcych. Kiedy odjechali, jedna z pielęgniarek zdecydowała, że będzie czuwała przy chorej całą dobę. Z jednej doby zrobiło się kilka. Kiedy po paru dniach, w środku nocy, niespodziewanie rozległ się krzyk, wstąpiła w nas radość i nadzieja, jakiej nie da się opisać. Pani wyzdrowiała.

Tak chwytających za serce historii dyrektor Ryszard Rywacki mógłby przytoczyć wiele. Wszystkie one niewątpliwie świadczą o wspaniałej opiece, jaką w DPS „Leśny” w Zaskoczynie mają chore kobiety.

To nie jest łatwa praca. Wymaga nie tylko dużej odporności psychicznej, empatii, cierpliwości, ale również sprawności fizycznej. Niektórzy rezygnują po jednym dniu pracy. A inni zostają u nas aż do emerytury. Mamy pracowników, którzy są niemal od początku DPS-u w Zaskoczynie, czyli od 44 lat – dodaje dyrektor.

Gminy Powiatu Gdańskiego